Referendum... ale o co chodzi? [długa refleksja]

Referendum... ale o co chodzi? [długa refleksja]

Zarzuty referendalne ogłoszone, wniosek z podpisami złożony i jak informuje inicjator referendum - Komisarz Wyborczy w Szczecinie wniosek zaakceptował i ustalił termin na 29 marca 2020 r.

 

Kampania referendalna tak naprawdę nieformalnie trwa już od grudnia, gdy opublikowane zostały zarzuty referendalne. Spowodowało to, że nasiliły się podziały obserwowane w lokalnej społeczności od wyborów samorządowych w listopadzie 2018 r., gdy w II turze minimalną przewagą wygrała Teresa Dera, obejmując ten urząd na czwartą z rzędu kadencję.

 

Od początku tej kadencji radni z frakcji popierającej kontrkandydatkę urzędującej Wójt zarzucali, że radni "pro-wójtowi" nie liczą się ze zdaniem licznej "opozycji" i forsują swoje uchwały korzystając z tego, że mają w Radzie Gminy przewagę tylko 1 głosu.  To ma świadczyć o nieliczeniu się z elektoratem Magdaleny Zagrodzkiej, który oddał na nią 4378 głosów (podczas gdy na Teresę Derę - 4559 głosów), przekładających się na prawie 49% poparcia.

Sytuacji nie załagodziła też sama Wójt Gminy, gdy na zebraniu wiejskim w Mierzynie w kwietniu 2019 r. podczas wyborów Sołtysa Mierzyna wykrzyknęła do zebranych, że to ona właśnie tu będzie rządziła.

 

Zwolennicy obecnej Wójt podkreślają sukcesy w zarządzaniu gminą, dobrze zaplanowany budżet, wiele realizowanych inwestycji, pozytywnie opiniowane (także przez RIO) zarządzanie długiem gminy. Tłumaczą, że pewne inwestycje muszą być rozłożone w czasie, a niekiedy spowodowane jest to także wymogami prawa. Wymogi prawa to jedno z podstawowych tłumaczeń, jakie pojawia się w sytuacjach opisujących spory pomiędzy mieszkańcami a inwestorami. Dziwnym trafem problemy mieszkańców nie są tak nagłaśniane, a niektóre z ich problemów ciągną się przecież kolejne lata.

Zarzucają natomiast organizatorom referendum chęć "dorwania się do stołków", czy "urządzanie szopki z tym referendum", nie liczenie się z kosztami referendum czy też dyskredytowanie gminy w mediach ogólnopolskich. Pojawiają się też głosy namawiające do wyprowadzenie się z gminy osób, którym obecna władza się nie podoba i głosy marginalizujące liczbę osób popierających referendum.

W niektórych mediach lokalnych, określanych przez część osób "pro-gminnymi", nasiliły się ostatnio wpisy promujące sukcesy inwestycyjne gminy, także we wpisach "sponsorowanych". W gminie pojawiła się nowa telewizja lokalna przedstawiająca osiągnięcia gminy, a w prasie regionalnej - całostronicowa reklama gminy.

 

Przeciwnicy obecnej Wójt, którzy stanęli za organizacją referendum, punktują w zarzutach referendalnych m.in. niewłaściwą politykę w zakresie opłat za gospodarowanie odpadami komunalnymi, naruszanie dyscypliny finansów publicznych czy nie wywiązywanie się z zadań dotyczących ładu przestrzennego i planów zagospodarowania terenu.

Poza takimi zarzutami pojawiają się też inne - o arogancji władzy czy wręcz lekceważeniu znacznej części mieszkańców.

Organizatorzy  referendum pojawiają się w mediach lokalnych i wojewódzkich (głównie radio), reklamują akcję referendalną przy użyciu bannerów czy billboardów. Podkreślają, że referendum lokalne jest demokratycznym prawem mieszkańców, z którego chcą skorzystać, bo przelała się czara goryczy ich i popierających ich mieszkańców. Podkreślają, że popiera ich niespodziewanie duża liczba osób, także tych, które w wyborach oddały głos na obecnie urzędującą Wójt Gminy.

Cieniem na akcji referendalnej kładą się czasami wypowiedzi niektórych przeciwników obecnej Wójt Gminy pod jej adresem, które nie mają nic wspólnego z kulturą dyskusji czy szacunkiem do urzędnika wybranego w demokratycznych wyborach.

 

 

Przyglądające się z boku, spoza naszej gminy, osoby mogą być skonfundowane - z jednej strony grupa mieszkańców głównie zachwalających gminę jak "krainę mlekiem i miodem płynącą", z drugiej strony - grupa ludzi przedstawiających głównie problemy, jak gdyby "gmina waliła się w gruzy".

Rodzi się proste pytanie, na które nie padła chyba dotychczas żadna rzeczowa odpowiedź: jeśli faktycznie jest tak dobrze, to skąd tak wielu niezadowolonych?

W jednej z dyskusji na Facebooku napisałem do Wicewójta Gminy Dobra: "Mądra władza dostrzega, że przy takiej liczbie [red.: chcących zmiany Wójta] to jest jakiś problem i należałoby szczególnie przychylić się do tego, o co tym ludziom chodzi."

Czy nasza władza jest na tyle mądra?  A jeśli jest - to dlaczego nie zaczęła tego okazywać zaraz po wyborach, bo wygranie 181 głosami w gminie, gdzie jest ponad 16,5 tys. wyborców powinno być alarmującym sygnałem, że jest problem i to duży. Natomiast krucha przewaga nie może być podstawą stylu rządzenia zwłaszcza, gdy styl ten budzi takie kontrowersje.

 

Co więc powoduje taki rozdźwięk w ocenie działań władz gminy?

Wydaje się, że słowo-klucz w tym przypadku to "demografia", a dołącza do niego "komunikacja". Międzyludzka, a nie samochodowa.

Zauważył to poniekąd już ponad rok temu portal Redlica.pl, podsumowując wyniki wyborów: "Powyższe wyniki potwierdzają również nasze spostrzeżenia o podziale na nowych i starych mieszkańców. Nowi mieszkańcy głosowali za zmianą na stanowisku Wójta Gminy Dobra, starzy zaś kontynuacja obecnej polityki obecnej Pani Wójt." [ https://www.redlica.pl/przegrani-zwyciezcami ]

 

W mniejszych miejscowościach ludzie lepiej się znają bezpośrednio, a inwestycja (przykładowo) w jedną czy dwie drogi jest zauważalna i odczuwalna. Mówią o tym między sobą i mają powód do zadowolenia.

W większych miejscowościach (Mierzyn, Bezrzecze) jest dużo ludzi, można rzec "napływowych", którzy zapewne nie są tak ze sobą zżyci i dla nich każda inwestycja, która bezpośrednio nie wpływa na ich funkcjonowanie - może być mało zauważalna. Wyrażają więc swoją dezaprobatę oczekując poprawy.

Kolokwialnie upraszczając przykład - 2 wyremontowane ulice w małej miejscowości mogą przełożyć się na większą satysfakcję mieszkańców, niż 5 wyremontowanych ulic w dużej miejscowości…

Dodatkowo w większych miejscowościach bezpośrednie sąsiedztwo Szczecina może mieć wpływ na postrzeganie warunków bytowych w najbliższym otoczeniu swojego osiedla - bo np. trudno "przestawić się" jadąc dobrą, asfaltową drogą, na drogę dojazdową na osiedle - gruntową, dziurawą i zalaną.  To tylko jeden z przykładów, ale wydaje się, że to jest właśnie źródło negatywnych ocen tej grupy lokalnej społeczności.

 

Jak je minimalizować?  Jeśli już miałbym podpowiadać władzy, to przede wszystkim postawić na komunikację z ludźmi i jej jakość.

Mieszkańcy najczęściej nie dadzą się nabrać na "jedynie pozytywny" przekaz. Dostrzegają, że problemy, z jakimi borykają się nie są odpowiednio poważnie traktowane przez władze gminy.

Z ludźmi trzeba rozmawiać, ale po partnersku, a nie z pozycji siły wynikającej z mikroskopijnej przewagi wyborczej. Trzeba spokojnie wyjaśniać, jakie kwestie muszą uwzględniać władze gminy przy planowaniu i realizacji inwestycji, a nie pokrzykiwać w stylu: "bo pan się nie zna". Ja tak usłyszałem pod swoim adresem na jednym z zebrań. Tak, nie znam się, ale przyszedłem dowiedzieć się i poznać istotę problemu.

Często mieszkańcy oceniani są przez pryzmat "własnego nosa", jako pilnujący tylko swoich interesów. Ale może właśnie dlatego trzeba tłumaczyć im większą perspektywę tej czy innej inwestycji. Pokazać zależności dla większego obszaru czy całej miejscowości. Trudno dziwić się zwłaszcza starszym ludziom, że dbają o dorobek życia, który dla nich niespodziewanie staje się z cichej okolicy środkiem osiedla albo inwestycji.

Trzeba z ludźmi się komunikować. Częściej i po ludzku. Ogłoszenie czegoś w BIP jest zapewne prawnie wystarczające, ale czy tylko o to chodzi? Może trzeba ludziom inaczej przedstawiać sprawy, które ich dotyczą lub zaczną dotyczyć. Językiem ludzkim, a nie urzędniczym. Przejrzyście i zrozumiale.

 

Po drugie (poza komunikacją) - zweryfikować, czy nie zmienić podejścia inwestycyjnego. Oczywiste jest, że każda miejscowość gminy powinna mieć zapewnione realizowanie inwestycji służących mieszkańcom. Być może w niektórych obszarach są to inwestycje nie odzwierciedlające proporcji liczby (lub wielkości) inwestycji do liczby mieszkańców miejscowości.

Dla przykładu - inaczej wygląda remont 3 ulic w miejscowości mającej 1 tys. mieszkańców, a inaczej remont 3 ulic w miejscowości mającej 5 tys. mieszkańców.  

I tutaj znowu wracamy do problemu komunikacji - jeśli tak jest, albo jednak są powody dla innego podejścia, to należy mieszkańcom przejrzyście to wyjaśnić. A nie zamykać komunikaty w urzędowym języku obwieszczeń.

 

Pojawiła się "jaskółka" w osobie Wicewójta.  W dyskusji ze mną stanowczo odciął się od stwierdzeń niektórych zwolenników Wójt Gminy, że mogą się wyprowadzić z gminy osoby, którym coś się nie podoba. Wicewójt zapowiedział też, że po feriach zimowych planowane jest spotkanie w Mierzynie dotyczące kilku spraw dotyczących bezpośrednio naszej miejscowości.

Brzmi to bardzo zachęcająco.

 

Pytanie tylko - czy nie można było tak wcześniej? (to pytanie nie pod adresem Wicewójta, bo urzęduje dopiero od 13 stycznia). 

Czy trzeba było doprowadzić do takiego stanu niezadowolenia mieszkańców, że zdecydowanie opowiedzieli się za referendum?

I na koniec najważniejsze pytanie chyba… Pozostawię retorycznie do przemyślenia każdemu czytającemu: na ile trwała byłaby taka zmiana podejścia? Czy przetrwa także po referendum, niezależnie od jego wyników?...


Drukuj   E-mail